Rozdział
II-Elerad
Już zaczęło
świtać zanim udało się im znaleźć ścieżkę w lesie.
-To może teraz
mi wyjaśnisz w końcu o co chodzi? Jesteś magiem tak
-Jesteś
strasznie upierdliwy-powiedział po chwili-tak jestem magiem. Masz
coś do magów?
-Nie. Jak masz
na imię?
-Ekhm... kiedy
kogoś się pyta o imię najpierw wypadałoby podać swoje.
-Edy
-Edy jaki?
Skąd?
-Edy z nikąd.
-Jak to? Skąd
pochodzisz?
-Nie wiem. Mój
ojciec nigdy nic na ten temat nie mówił. Chyba sam nie wiedział.
Bo jego ojciec jak i dziadek też byli zło... Zbieraczami
przydatnych rzeczy.
-Naprawdę?
-A pańska
godność?
-Pomiksir, Mag.
-Gdyby nie te
okoliczności powiedziałbym że miło mi Cię poznać
-Nazywam je
szarakami.
-Szarakami? Te
istoty w karczmie?
-Tak
-Czyli znasz
je?
-Czy znam?
Uciekam przed nimi 3 lata...
Mag urwał i
otworzył szeroko oczy. Zdał sobie sprawę że powiedział coś
czego mówić nie powinien.
-Świetnie!
Przez Ciebie umarło mnóstwo osób.
-Nie przeze
mnie-oburzył się mag-to długa historia..
-... która
mnie nie obchodzi. Przez Ciebie straciłem wóz i konie, cały
dobytek.
-Nie cały,
masz ten miecz
Prawda była
taka że Edy w cały zamieszaniu odruchowo zabrał ze sobą pięknie
zdobiony miecz. Teraz jedyne co przy sobie miał to ten miecz i kilka
monet w w sakiewce.
-Trudno-powiedział
po chwili Edy-Dam sobie radę, zawsze dawałem. Pozwól że Cię
zostawię zanim te szaraki znów zechcą Cię zabić.
-Ciebie też
zechcą.
Edy zbladł
-Mnie?! A to
niby za co?
-Bo ich
widziałeś, i żyjesz.
-No i?
-Oni tak
działają-powiedział spokojnie Pomiksir-Myślisz że czemu to się
zaczęło?
Pomiksir
podrapał się po głowie, zmarszczył czoło jakby się nad czymś
zastanawiał.
-Dawno
temu-podjął po chwili-Dostałem zadanie. My magowie czasem
wykonujemy zadania których inni wykonać nie potrafią. Musiałem
się dowiedzieć kto jest odpowiedzialny za brutalne mordy w pewnym
mieście
Edy czekał
-I niestety się
dowiedziałem, To te stwory wtedy udało mi się uciec, trzy lata mi
się udaje. Ale zawsze jest ten sam scenariusz. Ktokolwiek by ich nie
zobaczył ten był ścigany tak długo aż zginie. Tak jak ja teraz
jestem ścigany i tak jak ty będziesz ścigany.
Edy zbladł
jeszcze bardziej, wyglądał tak jakby zaraz miał zginąć i to
przez Pomiksira.
-I co ja mam
teraz niby zrobić?
-Rób co
chcesz. Ja proponuję uciekać, mi się już przez trzy lata udaje.
Może i tobie się uda.
-Kiedy oni
przychodzą? Jak się ich ustrzec? Co robić? Jak walczyć?
Mag złapał
się nerwowo za głowę i ściągną kaptur ukazując swoje bujne
siwe włosy, wcale nie był taki stary jak zakładał Edy.
-Za dużo pytań
naraz! Nocą, nie da się, uciekać, dobrze.
Edy się
zmieszał, ale zaczął naobierać znów rumieńców.
-Jeśli
chesz-podjął po chwili czarodziej- możesz podróżować ze mną,
nie obiecuję Ci bezpieczeństwa, ale we dwoje z jednym brzemieniem
zawsze raźniej.
Edy już nie
był blady.
-Puki co i tak
nie mam co robić. Gdzie zmierzasz?
Czarodziej się
uśmiechną i walną Edy'ego w plecy z głuchym odgłosem.
-Do Elerad,
miasta magi.
-To niedaleko.
Jest tam bank?
Pomiksir
spojrzał na niego z ukosa.
-Jest
-Świetnie, idę
z tobą.
Szli prosto
leśną Ścieszką aż wyszli od otwartą przestrzeń. Na horyzoncie
ukazało się im wielkie miasto otoczone grubym, kamiennym murem.
-Więc wielu
było takich jak ja?
-Złomiarzy?
-Nie!
Przeklętych.
-A! Kilku, ale
już nie żyją
-Jak to jest że
ty cały czas żyjesz
-Nie zabiłem
się i tyle.
-Jak to?
-Większość z
tych którym udało się uciekać nie wytrzymali, sami się zabili
nim zrobiły to szaraki. Nie mogli wytrzymać napięcia, nie spali,
nie jedli, aż się powiesili. Popatrz już jesteśmy na miejscu.
Mur był
zbudowany z ciosanego kamienia. Chyba nie był ciosany ludzkimi
rękami. Brama do miasta była w kształcie łuku, pozbawiona krat i
innych „drzwi”. U wejścia stała tylko jedna osoba odziana w
długi niebieski płaszcz. Wokół pasa miała zawiązany gruby sznur
a na szyi wisiał długi srebrny łańcuch.
-Serdecznie
zapraszamy-postać w niebieskim płaszczu była kobietą, bardzo
ładną, szczupłą i śnieżno białymi zębami.
Kiedy weszli
do miasta ujrzeli zatłoczone uliczki pełne ludzi w długich
szatach. Na ulicy było tłoczno, wszędzie były rozstawione
stragany a na nich różne najdziwniejsze przedmioty. Zaczynając od
ksiąg oprawianych skórą poprzez patyki, szkiełka i inne rzeczy
przypominające śmieci, a kończąc na szklanych buteleczkach z
różnokolorowymi płynami i proszkami.
-Tam prosto-
powiedział Pomiksir-jest twój bank.
Udali się tam
szybki krokiem przeciskając się między tłumem czarodziejów.
Budynek banku
wyróżniał się na tle innych, był po pierwsze największy spośród
okolicznych budynków, bogato zdobiony, szklane okna w pozłacanych
ramach, złote ozdoby, marmurowe kolumny ozdabiane szlachetnymi
kamieniami, a nad wejściem widniał wielki, szczero-złoty napis
„BANK”. W środku wcale nie było skromniej, złoto i kamienie
szlachetne rzucały się w oczy, na ścianach wysiały portrety ludzi
oczywiście w złotych ramach, tylko posadzka była tam marmurowa.
Przed magiem i złomiarzem był długi korytarz po lewej i po prawej
stronie były postawione małe budki w których miejsce zajmowały
osoby różnej maści, mężczyźni, kobiety, elfy, krasnoludy i
gremliny. Każdy z nich miał na sobie granaty uniform zdobiony
delikatnie i wyjątkowo skromnie złotymi nitkami które tworzyły
faliste wzory.
Edy rozejrzał
się i po chwili dojrzał budkę przy której nie było kolejki, była
to chyba jednana taka budka. Podeszli do niej.
-Dzień dobry-
powiedział wyjątkowo formalnie- chciałbym wypłacić pieniądze ze
skrytki.
Kobieta która
siedziała budce spojrzała na niego z ukosa.
-Klucz ma?
-Ma.
-Pokaże.
Edy Ze swojej
sakiewki wyciągnął mały złoty kluczyk na którym były
wygrawerowane cyferki. Pomiksir przyglądał się wszystkiemu z boku.
Kobieta wzięła klucz i przyjrzała się mu.
-Hasło.
Edy już był
przygotowany powiedzieć hasło ale zawahał się. Spojrzał znacząco
na maga.
-No co
ty?-Powiedział mag z oburzeniem
Edy dalej się
na niego patrzył
-no dobra
Kiedy Pomiksir
nieco się oddalił Edy zdecydował się mówić
-Niebieski
wilkołak
Kobieta
przekartkowała wielką księgę która leżała przed nią
-Nie
-Yyy jak to
było... Purpurowy wilkołak.
-Ile sobie pan
życzy wypłacić?
-pięćset
Kobieta
otworzyła szeroko oczy. Stała i zniknęła za bogato zdobionymi
drzwiami tuż za nią. Po chwili wróciła niosąc mały woreczek
pełen dzwoniących monet.
Edy wraz z
magiem i workiem złota wyszedł na ulicę.
-No to teraz Ty
Poksymirze, teraz twoje sprawy.
-Choć za mną
Udali się szli
przez chwilę prosto, potem skręcili w boczną, mniej zatłoczoną
uliczkę
-Mogę zadać
pytanie?
-Jasne-odpowiedział
czarodziej-ale jeśli znów będziesz mnie męczył szarakami to nie
ręczę...
-Nie-przerwał
mu Edy. Chodzi walkę mieczem. Bardzo dobrze Ci to idzie. Aż dziw że
musiałeś kupić nowy miecz, wyglądasz na takiego co to z mieczem
się nie rozstaje.
-Pamiętasz to
wino które piliśmy? To właśnie był mój miecz
Edy otworzył
szeroko oczy.
Nim Edy
zdążył to skomentować doszli do celu. Była to kolejna karczma
która nie pasowała to tej części miasta. Była wyjątkowo
zadbana.
Uwaga! Informuję że pisanie tego to jest trochę pracochłonne zajęcie które na obecną chwilę nie sprawia mi żadnej satysfakcji. Powiem szczerze że nawet w głowie tej historii nie mam. A więc powiem wprost. Jeśli znajdzie się jakieś większe grono ludzi chcących to czytać to będę to kontynuował. W innym przypadku nie sprawia mi to satysfakcji. Więc jeśli jesteście ciekawi to proszę o to abyście dali mi o tym jakoś znać. Dziękuję za uwagę.