czwartek, 3 września 2015

Rozdział II-Elerad

Rozdział II-Elerad
Już zaczęło świtać zanim udało się im znaleźć ścieżkę w lesie.
-To może teraz mi wyjaśnisz w końcu o co chodzi? Jesteś magiem tak
-Jesteś strasznie upierdliwy-powiedział po chwili-tak jestem magiem. Masz coś do magów?
-Nie. Jak masz na imię?
-Ekhm... kiedy kogoś się pyta o imię najpierw wypadałoby podać swoje.
-Edy
-Edy jaki? Skąd?
-Edy z nikąd.
-Jak to? Skąd pochodzisz?
-Nie wiem. Mój ojciec nigdy nic na ten temat nie mówił. Chyba sam nie wiedział. Bo jego ojciec jak i dziadek też byli zło... Zbieraczami przydatnych rzeczy.
-Naprawdę?
-A pańska godność?
-Pomiksir, Mag.
-Gdyby nie te okoliczności powiedziałbym że miło mi Cię poznać
-Nazywam je szarakami.
-Szarakami? Te istoty w karczmie?
-Tak
-Czyli znasz je?
-Czy znam? Uciekam przed nimi 3 lata...
Mag urwał i otworzył szeroko oczy. Zdał sobie sprawę że powiedział coś czego mówić nie powinien.
-Świetnie! Przez Ciebie umarło mnóstwo osób.
-Nie przeze mnie-oburzył się mag-to długa historia..
-... która mnie nie obchodzi. Przez Ciebie straciłem wóz i konie, cały dobytek.
-Nie cały, masz ten miecz
Prawda była taka że Edy w cały zamieszaniu odruchowo zabrał ze sobą pięknie zdobiony miecz. Teraz jedyne co przy sobie miał to ten miecz i kilka monet w w sakiewce.
-Trudno-powiedział po chwili Edy-Dam sobie radę, zawsze dawałem. Pozwól że Cię zostawię zanim te szaraki znów zechcą Cię zabić.
-Ciebie też zechcą.
Edy zbladł
-Mnie?! A to niby za co?
-Bo ich widziałeś, i żyjesz.
-No i?
-Oni tak działają-powiedział spokojnie Pomiksir-Myślisz że czemu to się zaczęło?
Pomiksir podrapał się po głowie, zmarszczył czoło jakby się nad czymś zastanawiał.
-Dawno temu-podjął po chwili-Dostałem zadanie. My magowie czasem wykonujemy zadania których inni wykonać nie potrafią. Musiałem się dowiedzieć kto jest odpowiedzialny za brutalne mordy w pewnym mieście
Edy czekał
-I niestety się dowiedziałem, To te stwory wtedy udało mi się uciec, trzy lata mi się udaje. Ale zawsze jest ten sam scenariusz. Ktokolwiek by ich nie zobaczył ten był ścigany tak długo aż zginie. Tak jak ja teraz jestem ścigany i tak jak ty będziesz ścigany.
Edy zbladł jeszcze bardziej, wyglądał tak jakby zaraz miał zginąć i to przez Pomiksira.
-I co ja mam teraz niby zrobić?
-Rób co chcesz. Ja proponuję uciekać, mi się już przez trzy lata udaje. Może i tobie się uda.
-Kiedy oni przychodzą? Jak się ich ustrzec? Co robić? Jak walczyć?
Mag złapał się nerwowo za głowę i ściągną kaptur ukazując swoje bujne siwe włosy, wcale nie był taki stary jak zakładał Edy.
-Za dużo pytań naraz! Nocą, nie da się, uciekać, dobrze.
Edy się zmieszał, ale zaczął naobierać znów rumieńców.
-Jeśli chesz-podjął po chwili czarodziej- możesz podróżować ze mną, nie obiecuję Ci bezpieczeństwa, ale we dwoje z jednym brzemieniem zawsze raźniej.
Edy już nie był blady.
-Puki co i tak nie mam co robić. Gdzie zmierzasz?
Czarodziej się uśmiechną i walną Edy'ego w plecy z głuchym odgłosem.
-Do Elerad, miasta magi.
-To niedaleko. Jest tam bank?
Pomiksir spojrzał na niego z ukosa.
-Jest
-Świetnie, idę z tobą.
Szli prosto leśną Ścieszką aż wyszli od otwartą przestrzeń. Na horyzoncie ukazało się im wielkie miasto otoczone grubym, kamiennym murem.
-Więc wielu było takich jak ja?
-Złomiarzy?
-Nie! Przeklętych.
-A! Kilku, ale już nie żyją
-Jak to jest że ty cały czas żyjesz
-Nie zabiłem się i tyle.
-Jak to?
-Większość z tych którym udało się uciekać nie wytrzymali, sami się zabili nim zrobiły to szaraki. Nie mogli wytrzymać napięcia, nie spali, nie jedli, aż się powiesili. Popatrz już jesteśmy na miejscu.
Mur był zbudowany z ciosanego kamienia. Chyba nie był ciosany ludzkimi rękami. Brama do miasta była w kształcie łuku, pozbawiona krat i innych „drzwi”. U wejścia stała tylko jedna osoba odziana w długi niebieski płaszcz. Wokół pasa miała zawiązany gruby sznur a na szyi wisiał długi srebrny łańcuch.
-Serdecznie zapraszamy-postać w niebieskim płaszczu była kobietą, bardzo ładną, szczupłą i śnieżno białymi zębami.
Kiedy weszli do miasta ujrzeli zatłoczone uliczki pełne ludzi w długich szatach. Na ulicy było tłoczno, wszędzie były rozstawione stragany a na nich różne najdziwniejsze przedmioty. Zaczynając od ksiąg oprawianych skórą poprzez patyki, szkiełka i inne rzeczy przypominające śmieci, a kończąc na szklanych buteleczkach z różnokolorowymi płynami i proszkami.
-Tam prosto- powiedział Pomiksir-jest twój bank.
Udali się tam szybki krokiem przeciskając się między tłumem czarodziejów.
Budynek banku wyróżniał się na tle innych, był po pierwsze największy spośród okolicznych budynków, bogato zdobiony, szklane okna w pozłacanych ramach, złote ozdoby, marmurowe kolumny ozdabiane szlachetnymi kamieniami, a nad wejściem widniał wielki, szczero-złoty napis „BANK”. W środku wcale nie było skromniej, złoto i kamienie szlachetne rzucały się w oczy, na ścianach wysiały portrety ludzi oczywiście w złotych ramach, tylko posadzka była tam marmurowa. Przed magiem i złomiarzem był długi korytarz po lewej i po prawej stronie były postawione małe budki w których miejsce zajmowały osoby różnej maści, mężczyźni, kobiety, elfy, krasnoludy i gremliny. Każdy z nich miał na sobie granaty uniform zdobiony delikatnie i wyjątkowo skromnie złotymi nitkami które tworzyły faliste wzory.
Edy rozejrzał się i po chwili dojrzał budkę przy której nie było kolejki, była to chyba jednana taka budka. Podeszli do niej.
-Dzień dobry- powiedział wyjątkowo formalnie- chciałbym wypłacić pieniądze ze skrytki.
Kobieta która siedziała budce spojrzała na niego z ukosa.
-Klucz ma?
-Ma.
-Pokaże.
Edy Ze swojej sakiewki wyciągnął mały złoty kluczyk na którym były wygrawerowane cyferki. Pomiksir przyglądał się wszystkiemu z boku. Kobieta wzięła klucz i przyjrzała się mu.
-Hasło.
Edy już był przygotowany powiedzieć hasło ale zawahał się. Spojrzał znacząco na maga.
-No co ty?-Powiedział mag z oburzeniem
Edy dalej się na niego patrzył
-no dobra
Kiedy Pomiksir nieco się oddalił Edy zdecydował się mówić
-Niebieski wilkołak
Kobieta przekartkowała wielką księgę która leżała przed nią
-Nie
-Yyy jak to było... Purpurowy wilkołak.
-Ile sobie pan życzy wypłacić?
-pięćset
Kobieta otworzyła szeroko oczy. Stała i zniknęła za bogato zdobionymi drzwiami tuż za nią. Po chwili wróciła niosąc mały woreczek pełen dzwoniących monet.
Edy wraz z magiem i workiem złota wyszedł na ulicę.
-No to teraz Ty Poksymirze, teraz twoje sprawy.
-Choć za mną
Udali się szli przez chwilę prosto, potem skręcili w boczną, mniej zatłoczoną uliczkę
-Mogę zadać pytanie?
-Jasne-odpowiedział czarodziej-ale jeśli znów będziesz mnie męczył szarakami to nie ręczę...
-Nie-przerwał mu Edy. Chodzi walkę mieczem. Bardzo dobrze Ci to idzie. Aż dziw że musiałeś kupić nowy miecz, wyglądasz na takiego co to z mieczem się nie rozstaje.
-Pamiętasz to wino które piliśmy? To właśnie był mój miecz
Edy otworzył szeroko oczy.

Nim Edy zdążył to skomentować doszli do celu. Była to kolejna karczma która nie pasowała to tej części miasta. Była wyjątkowo zadbana.


Uwaga! Informuję że pisanie tego to jest trochę pracochłonne zajęcie które na obecną chwilę nie sprawia mi żadnej satysfakcji. Powiem szczerze że nawet w głowie tej historii nie mam. A więc powiem wprost. Jeśli znajdzie się jakieś większe grono ludzi chcących to czytać to będę to kontynuował. W innym przypadku nie sprawia mi to satysfakcji. Więc jeśli jesteście ciekawi to proszę o to abyście dali mi o tym jakoś znać. Dziękuję za uwagę.