niedziela, 18 października 2015

Rozdział III - Nowy początek

  W środku nie było wielu ludzi. Zresztą była zbyt wczesna pora by ktoś przesiadywał w karczmie. Co prawda nie był to bank ale karczmie niczego nie brakowało. Była zadbana, prosta a w tej prostocie coś było.
Na jednej ścianie wisiała ogromna mapa która zajmowała prawie całą ścianę. Owa mapa przedstawiała kontynent. Z czterech stron otoczony wodą. Ludzie nazywali to po prostu „Starym kontynentem”. Wiedzieli o istnieniu innych ale naprawdę nieliczna grupa ludzi odwiedziła inne kontynenty. Przeważnie byli to magowie i poszukiwacze przygód. Niemal przez środek mapy przechodził łańcuch górski nazywanych „Łańcuchem krasnoludów”. W ich wnętrzu mieszkały krasnoludy. W środku gór mieli swoje domy, kopalnie, fabryki. Nikt lepiej od krasnoludów nie znał się na hutnictwie i metalurgi. Tereny na południowym-wschodzie zajmował ogromny las zwany „Rest”- ojczyzna elfów. Las ciągnął się prawie do morza. Cała reszta należała do ludzi. Ludzie byli jedyną rasą która dzieliła się jeszcze między sobą na „pięć wielkich nacji”. Aktualnie trwała wojna między Mazarią a Ormanią. Edy wiedział że mapa jest troszeczkę nie aktualna.
Pomiksir stał przy tablicy powieszonej na przeciwnej ścianie.
-Co to jest?-spytał Edy
Pomiksir odkrzykną
-to jest tablica ogłoszeń.
-Ogłoszeń?
Do tablicy było przypięte mnóstwo papieru. Jedne ogłoszenia były przybite do drugich. „Nagroda Za zabicie potwora” „zaginął człowiek” „przyjmę do pomocy w gospodarstwie” „szukam żony, pilne!” „Nagroda za głowę sąsiada”. Na tablicy było całe mnóstwo podobnych ogłoszeń a Pomiksir wyglądał na takiego co chciałby znaleźć coś wyjątkowego.
W tym samym czasie wszedł dziwny jegomość. Był wątły, niski, a twarz wyglądała niczym twarz dziecka nie licząc blizny biegnącej od czoła, koło prawego oka na policzku kończąc. Kolejną rzeczką która rzucała się w oczy było ubranie. Szara podarta szmata przepasana wokół tali i przez ramię. A także topór. Ogromy, zawieszony na plecach.
Dziwny chłopiec podszedł do baru i zamówił piwo po czym usiadł przy pierwszym lepszym stoliku.
Edy przyglądał się mu przez jakiś czas aż zorientował się że Pomiskir siedzi przy stoliku z ogłoszeniem w ręku.
-Znalazłeś coś?
-Tak- odparł pokazując mu papier.
-”nagroda dla tego który załapie złodzieja i odzyska fanty”. Myślałem że lubisz bardziej, emm... Ciekawsze zadania.
-To jest dość ciekawe. Przyjrzyj się tablicy
Edy znów spojrzał na tablicę, szybko przeleciał wzrokiem po ogłoszeniach. Widział kilka dziwnych i zaskakujących ogłoszeń pokroju „szukam asystenta do badań” jak i „zaginął...”
Znów otwarły się drzwi. Do środka weszło dwóch osiłków. Oboje mieli u pasa miecze. Oboje fikuśne czapki z piórem. Oboje wąsy i nie ciekawy wyraz twarzy. Marszem podeszli do dziwnego chłopca z blizną.
-To Ty!
-Ja? Zdaje się wam.
-Odechce się żarcików
Oboje jak na komendę wyciągnęli miecze. Obdartus szybko, niczym kot. Wąsaci panowie zamachnęli się na niego z pełnym impetem. Udało mu się jeszcze odskoczyć. Dalej odskakiwać nie miał szans ponieważ przycisnęli go do ściany. W tej chwili stało się coś najdziwniejszego. Jego ręka stała się bardzo umięśniona, zupełnie nie pasowała do reszty chucherkowatego ciała. Wyglądała niczym ktoś odciął rękę jakiegoś mięśniaka i przyszył ją do ciała małego chłopca. Chwycił tą ręką za topór i machnął nim niczym patykiem. Jednym uderzeniem zwalił osiłków na ziemię. Krew obryzgała jego i ścianę za nim. Następnie cała wylała się na podłogę. Jego ręką wróciła do normalnych rozmiarów, powoli zawiesił topór na plechach.
-Przepraszam za zamieszanie-powiedział do karczmarki która najwyraźniej była w szoku i życił na stół garść monet. Następnie wyszedł jak gdyby nigdy nic.
Przez chwilę trwała niezręczna cisza którą przerwał Pomiksir.
-Wiem co będziemy dzisiaj robić!-wyglądał jak gdyby nie widział tej sceny.-Wstawaj Idziemy do Verez.
-No czyli masz zamiar łapać złodziei?
-To nie jest zwykły złodziej. Widzisz? Na tablicy nie ma innych zleceń dotyczących złodziei. A To dlatego że nie opłaca się nikogo wynajmować do takich spraw. Albo załatwia się to we własnym zakresie, albo zostawia w spokoju. A to jest niezwykły złodziej.

-No dobra. Więc idziemy. Nie wierzę że to robię...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz