W środku nie było wielu ludzi.
Zresztą była zbyt wczesna pora by ktoś przesiadywał w karczmie.
Co prawda nie był to bank ale karczmie niczego nie brakowało. Była
zadbana, prosta a w tej prostocie coś było.
Na jednej ścianie wisiała ogromna
mapa która zajmowała prawie całą ścianę. Owa mapa przedstawiała
kontynent. Z czterech stron otoczony wodą. Ludzie nazywali to po
prostu „Starym kontynentem”. Wiedzieli o istnieniu innych ale
naprawdę nieliczna grupa ludzi odwiedziła inne kontynenty.
Przeważnie byli to magowie i poszukiwacze przygód. Niemal przez
środek mapy przechodził łańcuch górski nazywanych „Łańcuchem
krasnoludów”. W ich wnętrzu mieszkały krasnoludy. W środku gór
mieli swoje domy, kopalnie, fabryki. Nikt lepiej od krasnoludów nie
znał się na hutnictwie i metalurgi. Tereny na
południowym-wschodzie zajmował ogromny las zwany „Rest”-
ojczyzna elfów. Las ciągnął się prawie do morza. Cała reszta
należała do ludzi. Ludzie byli jedyną rasą która dzieliła się
jeszcze między sobą na „pięć wielkich nacji”. Aktualnie
trwała wojna między Mazarią a Ormanią. Edy wiedział że mapa
jest troszeczkę nie aktualna.
Pomiksir stał przy tablicy
powieszonej na przeciwnej ścianie.
-Co to jest?-spytał Edy
Pomiksir odkrzykną
-to jest tablica ogłoszeń.
-Ogłoszeń?
Do tablicy było przypięte mnóstwo
papieru. Jedne ogłoszenia były przybite do drugich. „Nagroda Za
zabicie potwora” „zaginął człowiek” „przyjmę do pomocy w
gospodarstwie” „szukam żony, pilne!” „Nagroda za głowę
sąsiada”. Na tablicy było całe mnóstwo podobnych ogłoszeń a
Pomiksir wyglądał na takiego co chciałby znaleźć coś
wyjątkowego.
W tym samym czasie wszedł dziwny
jegomość. Był wątły, niski, a twarz wyglądała niczym twarz
dziecka nie licząc blizny biegnącej od czoła, koło prawego oka na
policzku kończąc. Kolejną rzeczką która rzucała się w oczy
było ubranie. Szara podarta szmata przepasana wokół tali i przez
ramię. A także topór. Ogromy, zawieszony na plecach.
Dziwny chłopiec podszedł do baru i
zamówił piwo po czym usiadł przy pierwszym lepszym stoliku.
Edy przyglądał się mu przez jakiś
czas aż zorientował się że Pomiskir siedzi przy stoliku z
ogłoszeniem w ręku.
-Znalazłeś coś?
-Tak- odparł pokazując mu papier.
-”nagroda dla tego który załapie
złodzieja i odzyska fanty”. Myślałem że lubisz bardziej, emm...
Ciekawsze zadania.
-To jest dość ciekawe. Przyjrzyj się
tablicy
Edy znów spojrzał na tablicę, szybko
przeleciał wzrokiem po ogłoszeniach. Widział kilka dziwnych i
zaskakujących ogłoszeń pokroju „szukam asystenta do badań”
jak i „zaginął...”
Znów otwarły się drzwi. Do środka
weszło dwóch osiłków. Oboje mieli u pasa miecze. Oboje fikuśne
czapki z piórem. Oboje wąsy i nie ciekawy wyraz twarzy. Marszem
podeszli do dziwnego chłopca z blizną.
-To Ty!
-Ja? Zdaje się wam.
-Odechce się żarcików
Oboje jak na komendę wyciągnęli
miecze. Obdartus szybko, niczym kot. Wąsaci panowie zamachnęli się
na niego z pełnym impetem. Udało mu się jeszcze odskoczyć. Dalej
odskakiwać nie miał szans ponieważ przycisnęli go do ściany. W
tej chwili stało się coś najdziwniejszego. Jego ręka stała się
bardzo umięśniona, zupełnie nie pasowała do reszty
chucherkowatego ciała. Wyglądała niczym ktoś odciął rękę
jakiegoś mięśniaka i przyszył ją do ciała małego chłopca.
Chwycił tą ręką za topór i machnął nim niczym patykiem. Jednym
uderzeniem zwalił osiłków na ziemię. Krew obryzgała jego i
ścianę za nim. Następnie cała wylała się na podłogę. Jego
ręką wróciła do normalnych rozmiarów, powoli zawiesił topór
na plechach.
-Przepraszam za zamieszanie-powiedział
do karczmarki która najwyraźniej była w szoku i życił na stół
garść monet. Następnie wyszedł jak gdyby nigdy nic.
Przez chwilę trwała niezręczna cisza
którą przerwał Pomiksir.
-Wiem co będziemy dzisiaj
robić!-wyglądał jak gdyby nie widział tej sceny.-Wstawaj Idziemy
do Verez.
-No czyli masz zamiar łapać złodziei?
-To nie jest zwykły złodziej.
Widzisz? Na tablicy nie ma innych zleceń dotyczących złodziei. A
To dlatego że nie opłaca się nikogo wynajmować do takich spraw.
Albo załatwia się to we własnym zakresie, albo zostawia w spokoju.
A to jest niezwykły złodziej.
-No dobra. Więc idziemy. Nie wierzę
że to robię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz